czwartek, 21 stycznia 2010

Pociecha, pociecha, pociecha....


2 Kor 1, 3-5

Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce, pociechą, której doznajemy od Boga. Jak bowiem obfitują w nas cierpienia Chrystusa, tak też wielkiej doznajemy przez Chrystusa pociechy.

Pociecha, pociecha, pociecha. Najczystsze Żródło Pociechy. Serce Twe Jezu, miłością goreje! A nasze serca...

środa, 20 stycznia 2010

Jemu zależy na mnie...



1 P 5, 5b-7

Wszyscy wobec siebie wzajemnie przyobleczcie się w pokorę, Bóg bowiem pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje. Upokórzcie się więc pod mocną ręką Boga, aby was wywyższył w stosownej chwili. Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was.

Jak to dobrze, mieć świadomość, że ze wszystkich, Tobie, Panie Boże zależy na mnie najbardziej. Dziękuję :) Aha, bylebym nie zapomniał być pokornym ;)

Jestem kochany...




Rz 8, 35. 37

Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował.

Kocham i jestem kochany, więc nie muszę się bać! :)

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Twoje słowo rozkoszą i radością



Jr 15, 16

Ilekroć otrzymywałem Twoje słowa, pochłaniałem je, a Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością serca mego. Bo imię Twoje zostało wezwane nade mną, Panie, Boże Zastępów.

- Bardziej niż pokarmu ziemskiego potrzebuję Twego słowa, bo ono mówi mi o Twojej miłości do mnie.

- Zanieś je innym, niech i oni uwierzą. To mówi Bóg: Czyż może niewiasta
zapomnieć o swym niemowlęciu,
ta, która kocha syna swego łona?
A nawet, gdyby ona zapomniała,
Ja nie zapomnę o tobie. Iz 49,15

- Dziękuję za to słowo, Panie

- Przyjmuj je jak lekarstwo na chorobę duszy. Będziesz miał w sobie radość pochodzącą ode Mnie. Ja ci pokaże, że moje słowo jest jak miód. Jak słodka jest dla mego podniebienia Twoja mowa, ponad miód słodsza dla ust moich (Ps 119, 103)

niedziela, 17 stycznia 2010

LIST JEGO ŚWIĄTOBLIWOŚCI BENEDYKTA XVI NA ROZPOCZĘCIE ROKU KAPŁAŃSKIEGO Z OKAZJI 150. ROCZNICY DIES NATALIS ŚWIĘTEGO PROBOSZCZA Z ARS




Drodzy bracia w kapłaństwie,

Pomyślałem o ogłoszeniu oficjalnie Roku Kapłańskiego, w piątek 19 czerwca 2009 r., w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa. Jest to dzień poświęcony tradycyjnie modlitwie o uświęcenie kapłanów. Jest on również związany ze 150 rocznicą „dies natalis” – dnia urodzin dla nieba Jana Marii Vianneya, patrona wszystkich proboszczów świata[1]. Ów rok, który pragnie przyczynić się do krzewienia zapału wewnętrznej odnowy wszystkich kapłanów na rzecz silniejszego i bardziej wyrazistego świadectwa ewangelicznego we współczesnym świecie zakończy się w tę samą uroczystość w roku 2010. Święty proboszcz z Ars zwykł był mawiać: „Kapłaństwo to miłość Serca Jezusowego”[2]. To wzruszające wyrażenie pozwala nam nade wszystko przywołać z sympatią i uznaniem ogromny dar, jaki stanowią kapłani nie tylko dla Kościoła, lecz także dla samej ludzkości. Myślę o tych wszystkich księżach, którzy chrześcijanom i całemu światu przedstawiają pokorną i codzienną propozycję słów i gestów Chrystusa, starając się do Niego przylgnąć swymi myślami, wolą, uczuciami i stylem całego swego istnienia. Jakże nie podkreślić ich trudu apostolskiego, niestrudzonej i ukrytej służby, ich miłości pragnącej być uniwersalną? Cóż powiedzieć o odważnej wierności tak wielu kapłanów, którzy także pośród trudności i nieporozumień pozostają wierni swemu powołaniu: by być „przyjaciółmi Chrystusa”, szczególnie przez Niego powołanymi, wybranymi i posłanymi?

Sam nadal noszę w sercu wspomnienie pierwszego proboszcza, u boku którego wypełniałem mą posługę jako młody ksiądz. Pozostawił mi przykład bezwzględnego poświęcenia swej posłudze kapłańskiej, aż do śmierci, która zastała go w chwili, gdy niósł wiatyk do ciężko chorego. Przypominam sobie wielu współbraci, których spotkałem i spotykam nadal, także podczas mych podróży duszpasterskich w różnych krajach, wielkodusznie zaangażowanych w codzienne wypełnianie swej posługi kapłańskiej. Jednakże wyrażenie użyte przez Świętego Proboszcza przywołuje także przebicie Serca Chrystusa i oplatającą Go koronę cierniową. W konsekwencji myśl biegnie ku niezliczonym sytuacjom cierpienia, w które uwikłani są liczni kapłani, czy to z racji uczestnictwa w różnych przejawach doświadczenia ludzkiego bólu, czy też ze względu na niezrozumienie tych, do których skierowana jest ich posługa. Jakże nie wspomnieć tak wielu księży znieważonych w swej godności, którym uniemożliwiono wypełnianie swej misji, niekiedy również prześladowanych, aż do najwyższego świadectwa krwi?





Istnieją niestety także nigdy nie dość opłakane sytuacje, w których sam Kościół musi cierpieć ze względu na niewierność niektórych swych sług. Świat zaś w takich sytuacjach czerpie z nich motywy zgorszenia i odrzucenia. To, co w takich przypadkach może najbardziej przynieść korzyść Kościołowi, to nie tyle pedantyczne ujawnianie słabości swych sług, ile odnowiona i radosna świadomość wielkości Bożego daru, skonkretyzowanego we wspaniałych postaciach wielkodusznych duszpasterzy, zakonników żarliwych miłością Boga i dusz, światłych i cierpliwych kierowników duchowych. Pod tym względem nauczanie i przykład św. Jana Marii Vianneya mogą być dla wszystkich istotnym punktem odniesienia. Proboszcz z Ars był niezwykle pokorny. Lecz jako kapłan był świadomy, że jest dla swych wiernych ogromnym darem: „Dobry pasterz, pasterz według Bożego serca jest największym skarbem jaki dobry Bóg może dać parafii i jednym z najcenniejszych darów Bożego miłosierdzia”[3]. Mówił o kapłaństwie, tak jakby nie mógł się przekonać o wielkości daru i zadania powierzonego ludzkiemu stworzeniu: „Oh jakże kapłan jest wielki!.. Gdyby pojął siebie, umarłby... Bóg jest mu posłuszny: wypowiada dwa słowa, a na jego głos Nasz Pan zstępuje z nieba i zawiera się w małej hostii...”[4]. Wyjaśniając swym wiernym znaczenie sakramentów mówił: „Gdyby zniesiono sakrament święceń, nie mielibyśmy Pana. Któż Go złożył tam, w tabernakulum? Kapłan. Kto przyjął waszą duszę, gdy po raz pierwszy wkroczyła w życie? Kapłan. Kto ją karmi, by dać siłę na wypełnienie jej pielgrzymki? Kapłan. Któż ją przygotuje, by pojawiła się przed Bogiem, obmywając ją po raz ostatni we Krwi Jezusa Chrystusa? Kapłan, zawsze kapłan. A jeśli ta dusza umiera ze względu na grzech, kto ją wskrzesi, kto da jej ciszę i pokój? Znów kapłan... Po Bogu, kapłan jest wszystkim!... On sam pojmie się w pełni dopiero w niebie”[5]. Stwierdzenia te, zrodzone z kapłańskiego serca Świętego Proboszcza mogą się wydawać przesadne. Mimo to ujawnia się w nich niezwykły szacunek, jakim darzył on sakrament kapłaństwa. Zdawał się przytłoczony nieograniczonym poczuciem odpowiedzialności: „Gdybyśmy dobrze zrozumieli czym jest ksiądz na ziemi, umarlibyśmy: nie z przerażenia, lecz z miłości... Bez księdza śmierć i męka Naszego Pana nie służyłaby do niczego. To ksiądz kontynuuje na ziemi dzieło zbawienia... Na co zdałby się dom pełen złota, gdyby w nim nie było nikogo, kto otworzyłby nam doń drzwi? Ksiądz ma klucze do skarbów niebieskich: to on otwiera bramę: on jest ekonomem dobrego Boga; zarządcą Jego dobór... Zostawicie parafię na dwadzieścia lat bez księdza, zagnieżdżą się w niej bestie... Ksiądz nie jest kapłanem dla siebie, jest nim dla was”[6].

Dotarł do Ars, małej wioski, w której mieszkało 230 osób. Biskup ostrzegł go, że zastanie tam niełatwą sytuację religijną: „Nie ma w tej parafii wielkiej miłości Boga; będzie z tym ksiądz miał do czynienia”. Był więc w pełni świadom, że miał tam ucieleśniać obecność Chrystusa świadcząc o Jego zbawczej delikatności: „[Boże mój], daj mi nawrócenie mojej parafii; gotów jestem cierpieć wszystko co zechcesz Panie, przez całe me życie!” - to z tą właśnie modlitwą rozpoczynał swą misję[7]. Nawróceniu swojej parafii Święty Proboszcz poświęcił się z całych sił, myśląc nade wszystko o chrześcijańskiej formacji powierzonego mu ludu.

Drodzy bracia w kapłaństwie, prośmy Pana Jezusa o łaskę nauczenia się metody duszpasterskiej świętego Jana Marii Vianeya! Przede wszystkim powinniśmy się nauczyć jego całkowitej identyfikacji ze swą posługą. W Jezusie osoba i misja dążą do zbieżności: całe Jego działania zbawcze było i jest wyrazem Jego „synowskiego Ja”, które od wszystkich wieków stoi przed Ojcem w postawie miłosnego poddanie się Jego woli. Z pokorną, lecz prawdziwą analogią, także kapłan powinien pragnąć tego utożsamienia. Nie chodzi rzecz jasna, by zapominać, że substancjalna skuteczność posługi nie zależy od świętości szafarza; nie można jednak lekceważyć niezwykłej owocności rodzącej się ze spotkania obiektywnej świętości posługi z subiektywną świętością jej szafarza. Proboszcz z Ars natychmiast rozpoczął ową pokorną i cierpliwą pracę harmonizowania swego życia szafarza ze świętością powierzonej mu posługi, decydując się na „zamieszkanie” nawet materialne w swym kościele parafialnym: „Zaledwie przybył wybrał kościół na swe mieszkanie...Wchodził do kościoła przed jutrzenką i nie wychodził aż do wieczornej modlitwy «Anioł Pański». Tam trzeba go było szukać, jeśli się go potrzebowało” - czytamy w jego pierwszej biografii[8].



Pobożna przesada nabożnego hagiografa nie powinna nakłaniać nas do przeoczenia faktu, że Święty Proboszcz potrafił także aktywnie „zamieszkiwać” na całym terytorium swojej parafii: systematycznie odwiedzał chorych i rodziny: organizował misje ludowe i święta patronalne; zbierał i rozporządzał pieniędzmi na swe dzieła charytatywne i misyjne; upiększał swój kościół i obdarzał go wyposażeniem sakralnym; zajmował się sierotami z założonego przez siebie instytutu „Providence” oraz ich wychowawczyniami; interesował się wykształceniem dzieci; tworzył konfraternie i wzywał świeckich do współpracy.

Jego przykład skłania mnie do uwydatnienia przestrzeni współpracy, które należy coraz bardziej rozszerzać na wiernych świeckich. Prezbiterzy tworzą z nimi jeden lud kapłański[9] i pośród nich się znajdują na mocy swego kapłaństwa służebnego „by prowadzili wszystkich do zjednoczenia w miłości, «miłością braterską nawzajem się miłując, w okazywaniu czci jedni drugich uprzedzając» (Rz 12,10)”[10]. W tym kontekście trzeba przypomnieć żarliwe wezwanie jakie II Sobór Watykański kieruje do prezbiterów, zachęcając ich, „by szczerze uznawali i popierali godność świeckich i właściwy im udział w posłannictwie Kościoła... oraz by chętnie słuchali świeckich, rozpatrując po bratersku ich pragnienia i uznając ich doświadczenie i kompetencję w różnych dziedzinach ludzkiego działania, by razem z nimi mogli rozpoznać znaki czasów”[11].




Święty Proboszcz pouczał swoich parafian świadectwem swego życia. Z jego przykładu wierni uczyli się modlitwy, chętnie pozostając przed tabernakulum, by odwiedzić Jezusa Eucharystycznego[12]. „Nie trzeba wiele mówić, by dobrze się modlić – wyjaśniał im Proboszcz– „Wiadomo, że tam, w świętym tabernakulum jest Jezus: otwórzmy Mu serce, radujmy się Jego świętą obecnością. To jest najlepsza modlitwa”[13]. Zachęcał: „Bracia moi, przyjdźcie do Komunii, przyjdźcie do Jezusa. Przyjdźcie by Nim żyć, abyście z Nim mogli żyć...”[14]. „To prawda, że nie jesteście tego godni, ale Jego potrzebujecie!”[15]. Takie wychowanie wiernych do obecności eucharystycznej i do Komunii zyskiwało szczególną skuteczność, kiedy wierni widzieli jak celebruje Najświętszą Ofiarę Mszy św. Ten, kto w niej uczestniczył, mówił, że „nie można było znaleźć osoby, która mogłaby lepiej wyrażać adorację...jak zakochany kontemplował Hostię”[16]. Mówił, że „wszystkie nagromadzone dobre dzieła nie mogą się równać ofierze Mszy św., ponieważ są one dziełami ludzi, podczas gdy Msza św. jest dziełem Boga”[17]. Był przekonany, że od Mszy św. zależy cała żarliwość życia kapłańskiego: „Przyczyną rozprzężenia kapłana jest to, że nie zwraca uwagi na Mszę św.! O mój Boże, jakże trzeba żałować księdza, który odprawia tak, jakby czynił coś zwyczajnego![18]. Celebrując zwykł był zawsze ofiarowywać także ofiarę swego życia: „Jak dobrze czyni ksiądz, dając siebie Bogu w ofierze każdego ranka!”[19].

To osobiste utożsamienie z Ofiarą Krzyżową prowadziło go – jednym poruszeniem wewnętrznym - od ołtarza do konfesjonału. Kapłani nigdy nie powinni poddawać się rezygnacji, gdy widzą, że nikt nie przychodzi do konfesjonału, czy też ograniczać się do stwierdzenia, że wierni nie są zainteresowani tym sakramentem. We Francji w czasach Świętego Proboszcza spowiedź nie była ani łatwiejsza ani też częstsza niż dzisiaj, biorąc pod uwagę, że rewolucyjna zawierucha na długo przytłumiła praktykę religijną. On jednak starał się na wszelki sposób, przez kaznodziejstwo i przekonującą radę, by swym parafianom umożliwić odkrycie znaczenia i piękna sakramentalnej Pokuty, ukazując ją jako wewnętrzny wymóg Obecności eucharystycznej. Potrafił dać w ten sposób początek kompleksowej poprawie stanu wiary. Przebywając długo w kościele przed tabernakulum wierni zaczęli go naśladować, udając się tam, by nawiedzić Jezusa. Byli równocześnie pewni, że spotkają tam swego proboszcza, gotowego ich wysłuchać i udzielić rozgrzeszenia. Później narastał tłum penitentów przybywających z całej Francji. Przetrzymywali go w konfesjonale aż do 16 godzin dziennie. Mówiono wówczas, że Ars stało się „wielkim szpitalem dusz”[20]. „Uzyskiwana przez niego łaska (by nawracali się grzesznicy) była tak mocna, że wybiegała, by ich szukać nie dając im chwili wytchnienia!”- powiada pierwszy biograf [21]. Nie inaczej odczuwał to Święty Proboszcz, gdy mówił: „To nie grzesznik powraca do Boga, by prosić Go o przebaczenie, lecz sam Bóg, który biegnie za grzesznikiem i sprawia, że zwraca się on do Niego”[22]. „Ów dobry Zbawiciel jest tak pełen miłości, że wszędzie nas szuka”[23].




Wszyscy my, kapłani powinniśmy odczuwać, że osobiście dotyczą nas te słowa, które umieszczał w ustach Chrystusa: „Polecę moim szafarzom, żeby głosili grzesznikom, że jestem gotów zawsze ich przyjąć, że moje miłosierdzie jest nieskończone”[24]. Od Świętego Proboszcza z Ars my, kapłani możemy nauczyć się nie tylko niewyczerpanej ufności w Sakrament Pokuty, która każe nam umieszczać go w centrum naszej troski duszpasterskiej, lecz także metody „dialogu zbawienia”, który powinien w nim mieć miejsce. Proboszcz z Ars w różny sposób podchodził do poszczególnych penitentów. Ten, kto przychodził do jego konfesjonału, pociągnięty wewnętrzną i pokorną potrzebą Bożego przebaczenia odnajdywał w nim zachętę do zanurzenia się w „potoku Bożego miłosierdzia”, który porywa ze sobą wszystko swym impetem. A jeśli ktoś był zgnębiony myślą o swej słabości i niestałości, lękając się przyszłych upadków, Proboszcz ujawniał mu Boży sekret słowami wzruszającego piękna: „Dobry Bóg zna wszystko. Jeszcze zanim się wyspowiadacie, już wie, że będziecie nadal grzeszyć, a mimo wszystko wam przebacza. Jakże wielka jest miłość naszego Boga, która posuwa się aż do chęci zapomnienia o przyszłości, żeby nam przebaczyć!”[25] Natomiast tym, którzy oskarżali się w sposób obojętny i niemal nieczuły swymi własnymi łzami przedstawiał poważne i bolesne dowody, jak bardzo postawa taka była „wstrętna”: „Płaczę, bo wy nie płaczecie”[26]- mówił. „Gdyby chociaż Pan nie był tak dobry! Ale jest tak dobry! Trzeba być barbarzyńcą, żeby tak się zachowywać wobec tak dobrego Ojca!”[27]. Sprawiał, że w sercach ludzi obojętnych rodziła się skrucha, zmuszając ich do dostrzeżenia na własne oczy cierpienia Boga z powodu grzechów, niemal „ucieleśnionego” na twarzy spowiadającego ich kapłana. Tym natomiast, u których dostrzegał pragnienie i zdolność do głębszego życia duchowego, otwierał głębię miłości, wyjaśniając trudne do wyrażenia piękno możliwości życia zjednoczonego z Bogiem, w Jego obecności: „Wszystko przed Bożymi oczyma, wszystko z Bogiem, by podobać się Bogu ...Jakie to piękne!”[28]. I uczył ich się modlić: „O mój Boże, daj mi łaskę, bym Cię miłował, na ile jest to możliwe, bym Cię kochał”[29].



Proboszcz z Ars potrafił w swoim czasie przekształcać serce i życie tak wielu osób, gdyż udało się mu ukazać im miłosierną miłość Pana. Także w naszych czasach potrzebne jest podobne przepowiadanie i świadectwo prawdy miłości: Bóg jest miłością (1 J 4,8). Przez sakramenty i słowo swego Jezusa Jan Maria Vianney potrafił budować swój lud, pomimo, że często drżał, przekonany o swojej osobistej niewystarczalności, tak bardzo że wiele razy chciał zrezygnować z kierowania parafią, bo czuł się niegodny. Mimo to przykładnie posłuszny zawsze pozostawał na swoim stanowisku, gdyż pożerała go apostolska pasja o zbawienie dusz. Starał się całkowicie przystawać do swego powołania i misji, poprzez surową ascezę: „Wielkim nieszczęściem dla nas proboszczów – ubolewał święty - jest to, że dusza wpada w stan odrętwienia”; rozumiał przez to niebezpieczne oswojenie się duszpasterza ze stanem grzechu czy indyferentyzmu, w którym żyje tak wiele jego owieczek[30]. Powściągał ciało, przez czuwania i posty, aby nie stawiało przeszkód jego kapłańskiej duszy. Nie unikał umartwienia siebie dla dobra powierzonych mu dusz oraz by przyczynić się do wynagrodzenia tak wielu grzechów wysłuchanych na spowiedzi. Wyjaśniał współbratu w kapłaństwie: „Powiem tobie jaką mam receptę: daję grzesznikom niewielką pokutę, a resztę czynię za nich sam”[31]. Ponad konkretne pokuty którym poddawał się Proboszcz z Ars ma dla nas wszystkich znaczenie istota jego nauczania: dusze zostały nabyte drogocenną krwią Chrystusa zaś kapłan nie może poświęcić się ich zbawieniu, jeśli odmawia osobistego uczestnictwa w „wielkiej cenie” odkupienia.

We współczesnym świecie, podobnie jak w trudnych czasach Proboszcza z Ars trzeba, żeby kapłani wyróżniali się w swoim życiu i działaniu mocnym ewangelicznym świadectwem. Słusznie zauważył Paweł VI: „człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami”[32]. Aby nie zrodziła się w nas pustka egzystencjalna i nie została narażona skuteczność naszej posługi, trzeba byśmy się pytali ciągle na nowo: „Czy jesteśmy naprawdę przeniknięci Słowem Bożym? Czy jest ono doprawdy pokarmem, którym się posilamy, bardziej niż chleb i sprawy tego świata? Czy naprawdę je znamy? Czy je miłujemy? Czy troszczymy się wewnętrznie o to Słowo do tego stopnia, aby rzeczywiście odciskało się ono na naszym życiu i kształtowało nasze myślenie?”[33]. Tak jak Jezus powołał Dwunastu, aby z Nim byli (por. Mk 3,14) i dopiero następnie wysłał ich, by głosili Ewangelię, tak i w naszych czasach kapłani są powołani do „przyswojenia” sobie owego „nowego stylu życia”, zapoczątkowanego przez Pana Jezusa, który realizowali właśnie Apostołowie[34].




Właśnie owo przywarcie bez zastrzeżeń do tego „nowego stylu życia” charakteryzowało zaangażowanie duszpasterskie Proboszcza z Ars. Papież Jan XXIII w opublikowanej w roku 1959 z okazji setnej rocznicy śmierci św. Jana Marii Vianneya encyklice Sacerdotii nostri primordia, przedstawiał jego ascetyczny charakter, zwracając szczególną uwagę na zagadnienie „trzech rad ewangelicznych”, uznanych za konieczne także dla kapłanów: „Jeśli dla osiągnięcia owej świętości życia, rady ewangeliczne nie są nakazane mocą samego stanu duchownego, to jednakże służą im one, podobnie jak wszystkim wiernym, jako normalna droga do osiągnięcia chrześcijańskiego uświęcenia”[35]. Proboszcz z Ars potrafił żyć „radami ewangelicznymi” w sposób stosowny do swego stanu kapłańskiego. Jego ubóstwo nie było takie jak zakonnika czy mnicha, lecz takie, jakiego wymaga się od księdza: pomimo zarządzania znacznymi sumami pieniędzy (pamiętajmy, że bardziej majętni pielgrzymi interesowali się jego dziełami charytatywnymi), wiedział, że wszystko ofiarowano jego kościołowi, ubogim, sierotom, dziewczętom z jego „Providence”[36] i rodzinom najuboższym. Dlatego „był bogaty, by dawać innym, a bardzo ubogi dla siebie”[37]. Wyjaśniał: „Mój sekret jest prosty: dawać wszystko i niczego nie trzymać dla siebie”[38]. Kiedy miał puste ręce, zwracającym się do niego ubogim mówił zadowolony: „Dziś jestem biedny, tak jak wy, jestem jednym z was”[39]. Mógł w ten sposób stwierdzić u kresu życia z całkowitym spokojem: „Nie mam już nic (...). Dobry Bóg może mnie teraz wezwać kiedy zechce!”[40]. Również jego czystość była taką, jakiej wymaga się od księdza dla jego posługi. Można powiedzieć, że była to czystość właściwa dla tego, który habitualnie powinien dotykać Eucharystii i habitualnie patrzy na nią z całą żarliwością serca i z tą samą żarliwością daje ją swoim wiernym. Powiadano o nim, że „w jego spojrzeniu jaśniała czystość” a wierni dostrzegali to, gdy zwracał się ku tabernakulum oczyma zakochanego[41]. Również posłuszeństwo św. Jana Marii Vianeya wyrażało się całkowicie w pełnym przylgnięciu do codziennych wymogów swej posługi. Znana jest historia, gdy był dręczony myślą o swojej nieadekwatności do posługi parafialnej i chęcią ucieczki „by opłakiwać samotnie swe biedne życie”[42]. Jedynie posłuszeństwo i pasja zbawienia dusz zdołały go przekonać, by pozostał na swym miejscu. Sobie i wiernym wyjaśniał: „Nie ma dwóch dobrych sposobów służenia Bogu. Jest tylko jeden jedyny: służyć Jemu tak, jak On chce, by Mu służono”[43]. Wydawało się mu, że złota reguła życia posłusznego jest następująca: „Czynić jedynie to, co może być ofiarowane dobremu Bogu”[44].

W kontekście duchowości karmiącej się praktyką rad ewangelicznych cieszę się, że mogę skierować do kapłanów, w tym dedykowanym im roku szczególną zachętę: by potrafili pojąć nową wiosnę, którą Duch rozbudza w naszych dniach w Kościele, nie na poślednim miejscu poprzez nowe ruchy kościelne i nowe wspólnoty. „Duch jest różnorodny w swoich darach...Tchnie tam gdzie chce. Czyni to nieoczekiwanie, w miejscach nieoczekiwanych i w formach wcześniej niewyobrażalnych... ale ukazuje nam także, że działa On mając na względzie jedno Ciało i że działa w jedności jedynego Ciała”[45]. Pod tym względem ważna jest wskazówka dekretu Presbyterorum ordinis: „Badając duchy, czy pochodzą od Boga, (kapłani) niech w duchu wiary odkrywają różnorodne charyzmaty świeckich, zarówno małe jak i wielkie, niech je z radością uznają, z troskliwością popierają”[46]. Dary takie, które popychają wielu do doskonalszego życia duchowego mogą przynieść korzyść nie tylko wiernym świeckim, ale i samym szafarzom. Z komunii między kapłanami a charyzmatami może rzeczywiście wypływać „cenny impuls do odnowionego zaangażowania Kościoła w głoszenie Ewangelii nadziei i miłości i dawanie jej świadectwa we wszystkich zakątkach świata”[47]. Chciałbym też dodać, odwołując się do adhortacji apostolskiej Pastores dabo vobis papieża Jana Pawła II, że posługa kapłańska ma radykalną „formę wspólnotową” i może być wypełniona tylko w komunii kapłanów ze swym biskupem[48]. Trzeba, aby ta komunia między kapłanami a także ze swym biskupem, mająca swe podstawy w sakramencie święceń i przejawiająca się w koncelebracji eucharystycznej, wyrażała się w różnych konkretnych formach rzeczywistego i afektywnego braterstwa kapłańskiego[49]. Tylko w ten sposób kapłani będą umieli żyć w pełni darem celibatu i będą zdolni do sprawiania, by rozkwitały wspólnoty chrześcijańskie, w których powtarzane są cuda pierwszego przepowiadania Ewangelii.

Dobiegający końca rok św. Pawła kieruje także naszą myśl ku Apostołowi Narodów, w którym jaśnieje przed naszymi oczyma wspaniały wzór kapłana, całkowicie „oddanego” swej posłudze. Jak pisze: „miłość Chrystusa przynagla nas, pomnych na to, że skoro Jeden umarł za wszystkich, to wszyscy pomarli” (2 Kor 5,14). Dodał jeszcze: „za wszystkich umarł po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał” (2 Kor, 5,15). Jaki lepszy program można by zaproponować kapłanowi starającemu się o rozwój na drodze doskonałości chrześcijańskiej?




Drodzy kapłani, uroczystości 150 rocznicy śmierci św. Jana Marii Vianneya następują bezpośrednio po dopiero co zakończonych obchodach 150 rocznicy objawień w Lourdes (1858). Już w 1959 r. papież Jan XXIII zauważył: „Krótko przed zakończeniem przez św. Proboszcza z Ars pełnego niebiańskich zasług życia, w innej okolicy Francji ukazała się Ona niewinnej i pokornej dziewczynce, by przez nią macierzyńskim upomnieniem wezwać ludzkość do modlitwy i chrześcijańskiej pokuty; a dostojny Jej głos, do dziś poruszający dusze mimo upływu wieku, dźwięczy długo i szeroko jakby w nieskończoność. W rzeczy samej czyny i słowa kapłana, wyniesionego do czci Świętych, którego setną rocznicę obchodzimy, jakby jakimś uprzedzającym niebiańskim światłem oświetliły nadprzyrodzone prawdy, które objawione zostały w grocie w Lourdes niewinnej dziewczynce. On sam żywił wielkie nabożeństwo do Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Dziewicy, w r. 1836 poświęcił kościół parafialny Maryi Niepokalanie Poczętej, a w r. 1854 uczuciami najgłębszej czci i radości witał dogmat katolicki, który tę prawdę nieomylnym orzeczeniem zdefiniował”[50]. Święty Proboszcz zawsze przypominał swoim wiernym „Jezus Chrystus, dawszy nam wszystko, co mógł nam dać, pragnie nas jeszcze uczynić dziedzicami tego co ma najcenniejsze, to znaczy swojej Najświętszej Matki”[51].

Najświętszej Dziewicy zawierzam ten rok kapłański, prosząc Ją by wzbudziła w duszy każdego kapłana wielkoduszne odnowienie owych ideałów całkowitego oddania się Chrystusowi i Kościołowi, które inspirowały myśl i działanie Świętego Proboszcza z Ars. Swym żarliwym życiem modlitwy i gorącą miłością Jezusa Ukrzyżowanego Jan Maria Vianney posilał swe codzienne bezwarunkowe powierzenie się Bogu i Kościołowi. Oby jego przykład wzbudził w kapłanach owe tak bardzo dziś jak i zawsze potrzebne świadectwo jedności z biskupem, między sobą oraz z wiernymi świeckimi. Niezależnie od istniejącego w świecie zła, zawsze rozbrzmiewa jakże aktualne słowo Chrystusa do swoich apostołów w Wieczerniku: „Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33). Wiara w Boskiego Nauczyciela da nam siłę, byśmy z ufnością spoglądali w przyszłość. Drodzy kapłani, Chrystus na was liczy. Idąc za przykładem Świętego Proboszcza z Ars, pozwólcie się Jemu zdobyć a staniecie się również wy, we współczesnym świecie posłańcami nadziei, pojednania i pokoju!



Z moim Błogosławieństwem Apostolskim

W Watykanie, dnia 16 czerwca 2009 roku



BENEDICTUS PP. XVI



[1]. Ogłosił go takim Papież Pius XI w roku 1929

[2]. „Le Sacerdoce, c'est l'amour du coeur de Jésus” ( w: B. Nodet, Le curé d'Ars. Sa pensée – Son coeur. Présentée par l'Abbé Bernard Nodet, éd. Xavier Mappus, Paris 1995, p.5). Dalej: Nodet. Wyrażenie to cytuje także Katechizm Kościoła Katolickiego, n. 1589.

[3] NODET, s. 101

[4] Ibid, s. 97

[5] Ibid., s. 98-99

[6] Ibid, s. 98-100.

[7] Ibid, s. 183

[8] MONNIN A., Il Curato d’Ars. Vita di Gian-Battista-Maria Vianney, vol. I, ed. Marietti, Torino 1870, 122

[9] Por. Lumen gentium, 10

[10] Presbyterorum ordinis, 9

[11] Tamże

[12] “Kontemplacja jest spojrzeniem wiary, utkwionym w Jezusa Chrystusa. «Wpatruję się w Niego a On wpatruje się w mnie» mówił w czasach swego świętego proboszcza wieśniak z Ars, modląc się przed tabernakulm” (Katechizm Kościoła Katolickiego n. 2715).

[13] NODET, s. 85

[14] NODET, s. 114

[15] Ibid., s. 119

[16] Por. MONNIN A., dzieło cytowane II, ss. 430 nn

[17] NODET, s. 105

[18] Ibid., s. 105

[19] Ibid., s. 104

[20] Monnin A., dzieło cytowane II, s. 293

[21] tamże, II, s. 10

[22] NODET, s. 128

[23] Ibid., s. 50

[24] Ibid., s. 131

[25] Ibid., s. 130

[26] Ibid., s. 27

[27] Ibid., s. 139

[28] Ibid., s. 28

[29] Ibid., s. 77

[30] Ibid., s. 102

[31] Ibid., s. 189

[32] Evangelii nuntiandi, 41.

[33] BENEDYKT XVI, Homilia podczas Mszy św. Krzyżma, 9.04.2009

[34] por. BENEDYKT XVI, Przemówienie do Sesji Plenarnej Kongregacji ds. Duchowieństwa, 16.03.2009

[35] P.I.

[36] Nazwał tak dom, gdzie sprawił, że przyjmowano ponad 60 porzuconych dziewcząt. Aby go utrzymać, był gotów na wszystko “Podjąłem wszelkie wyobrażalne kroki” – mawiał ze śmiechem (NODET, s. 214)

[37] NODET, s. 216

[38] Ibid., s. 215

[39] Ibid., s. 216

[40] Ibid., s. 214

[41] Por. Ibid., s. 112

[42] Por. Ibid., ss. 82-84; 102-103

[43] Ibid., s. 75

[44] Ibid., s. 76

[45] BENEDYKT XVI, Wigilia Zesłania Ducha Świętego, 3.06.2006

[46] N.9.

[47] BENEDYKT XVI, Przemówienie do Biskupów przyjaciół Ruchu Focolari i Wspólnoty św. Idziego, 8.02.2007

[48] Por. n.17.

[49] por. JAN PAWEŁ II. Adhort. Ap. Pastores dabo vobis, 74

[50] Encyklika Sacerdotii nostri primorida, 1959

[51] NODET, s. 244.


© Copyright 2009 - Libreria Editrice Vaticana

piątek, 15 stycznia 2010

Tylko budujące słowa!



Ef 4, 29-32

Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa szkodliwa, lecz tylko budująca, zależnie od potrzeby, by wyświadczała dobro słuchającym. I nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani na dzień odkupienia. Niech zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważanie - wraz z wszelką złością. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg wam przebaczył w Chrystusie.

Tak, codziennie z mowy muszę sobie robić rachunek sumienia! Tylko budujące słowa! Tylko dobro słuchających jest ważne. Żadne inne słowa!

czwartek, 14 stycznia 2010

Twoje słowo jest lampą dla moich stóp


Iz 66, 1-2

Tak mówi Pan: Niebiosa są moim tronem, a ziemia podnóżkiem nóg moich. Jakiż to dom możecie Mi wystawić i jakież miejsce dać Mi na mieszkanie? Przecież moja ręka to wszystko uczyniła i do Mnie należy to wszystko - mówi Pan. Ale Ja patrzę na tego, który jest biedny i zgnębiony na duchu i który z drżeniem czci moje słowo.

Czcić słowo z drżeniem... Być biednym, pokornych. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzenie i obciążeni jesteście a ja was pokrzepię. Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem.

Porusz moje serce, Panie jak poruszyłeś serca tamtych idących do Emaus. Wyjaśniałeś im co w Pismach było o Tobie. O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia...

Już wiem o co chodzi... Dziękuję, Panie.

środa, 13 stycznia 2010

Uwielbiam Cię, bo Ty ukochałeś mnie

http://www.youtube.com/watch?v=QDXn4x14wBg - posłuchajcie :) warto

W każdej chwili uwielbiaj Pana





Tb 4, 15a. 16a.
18a. 19a

Czym sam się brzydzisz, nie czyń tego nikomu. Udzielaj twego chleba głodnemu, a szat swoich użycz nagim. Szukaj rady u każdego mądrego. W każdej chwili uwielbiaj Pana Boga i proś Go, aby drogi twoje były proste i aby doszły do skutku wszystkie twoje zamiary i pragnienia.


Uwielbiaj w każdej chwili Pana a każdego bliźniego, który ci się "nawinie" będziesz kochał Bożą miłością!

wtorek, 12 stycznia 2010

Prześwietl mnie, Panie


Rz 13, 11b. 12-13a

Teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła. Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień.

"Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności".

Niech każdy mój czyn płynie z czystej intencji miłowania Ciebie...

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Nie zniechęcajcie się w czynieniu dobrze




2 Tes 3, 10b-13

Kto nie chce pracować, niech też nie je. Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli. Wy zaś, bracia, nie zniechęcajcie się w czynieniu dobrze.

Nie zniechęcajcie się w czynieniu dobrze. Duch zniechęcenia może pochodzić od Boga tylko wtedy gdy czynię źle, ale jeżeli idę za głosem Boga - nie powinienem się poddać duchowi złemu, który chce mnie zniechęcić. A im więcej dobra mam zamiar zrobić tym bardziej zły duch chce mnie zniechęcić! Tak więc głowa do góry! Nie upadajmy na duchu!

niedziela, 10 stycznia 2010

Bóg posłał Jezusa, by opatrywał, leczył...



Iz 61, 1-2a

Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. Posłał mnie, abym głosił dobrą nowinę ubogim, bym opatrywał rany serc złamanych, żebym zapowiadał wyzwolenie jeńców i więźniom swobodę; abym obwieszczał rok łaski Pańskiej.

Jeśli jestem ubogi w duchu, będę szukał dobrej nowiny u Chrystusa jak "tonący łapiący się brzytwy". Może dobrze, że czasami tonę, bo wtedy mogę krzyknąć jak Piotr: Panie, ratuj!

"Rany serc złamanych"? No tak, ich jest wiele. Lecz je, Panie Jezu!

Za każdego wyzwolonego w sakramencie pojednania, dziękuję Ci, Panie!

sobota, 9 stycznia 2010

Nie daj się "zmarnować" :)


Iz 49, 8b-9a

Ustanowiłem cię przymierzem dla ludu, aby odnowić kraj, aby rozdzielić spustoszone dziedzictwa, aby rzec więźniom: "Wyjdźcie na wolność!" A marniejącym w ciemnościach: "Ukażcie się!"

Może siedzisz w ciemności grzechu :( Nie daj się "zmarnować"! Wyjdź do Światła! "Ja jestem Światłością świata. Kto idzie za MNą nie będzie chodził w ciemności".

piątek, 8 stycznia 2010

LIST PASTERSKI Biskupów Metropolii Szczecińsko-Kamieńskiej na Niedzielę Chrztu Pańskiego 10 stycznia 2010 roku

Czytania mszalne: Wersja A: Iz 42, 1-4, 6-7; Dz 10, 34-38; Łk 3, 15-16, 21-22.

Drodzy Bracia - Kapłani,
Bracia i Siostry - członkowie wspólnot życia konsekrowanego,
Umiłowany Ludu Boży Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej, Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej i Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej!

1. Na drogach Bożego Słowa

Silnie brzmi dzisiejsze słowo Boże o Mesjaszu. To na Nim spoczął Duch Pana. To od Niego narody będą przyjmować Prawo. Cała Ziemia wyczekuje Jego pouczeń. Ten upragniony Sługa Pana każdemu z ludzi da nową szansę, nad każdym się pochyli. Tylko On się nie zniechęci, aż utrwali Prawo na Ziemi. Wiemy dobrze, że chodzi tu o Osobę Jezusa Chrystusa, umiłowanego Syna Przedwiecznego Ojca. To On bowiem chrzci nas od tylu pokoleń Duchem Świętym i ogniem. Ten dar chrztu przekazany został również naszemu pokoleniu. Trzeba tylko ten dar przyjąć z wdzięcznością i odpowiedzieć nań wiarą przyobleczoną w nasz czyn. To nieustanne zadanie Wspólnoty Kościoła, w której także ja i Ty mamy swój istotny udział. Z gotowością podejmujemy dlatego kolejne szanse, jakie Duch Boży nam ukazuje, zapraszając do współpracy w odnowie oblicza naszej Ziemi. Dla przykładu w najbliższych dniach stają przed nami szczególne intencje modlitewne, związane z Dniem Judaizmu w Kościele katolickim (w niedzielę 17 stycznia) oraz z Tygodniem Modlitw o jedność chrześcijan (od 18 do 25 stycznia).

Umiłowani.
Pośrodku tych modlitw przeżywać też będziemy Wydarzenie szczególne, jakim dla wszystkich trzech diecezji naszej Metropolii, czyli dla Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej, dla Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej oraz dla Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej, staje się - wpisana w program Roku Kapłańskiego - wspólnie zorganizowana Pielgrzymka kapłanów do katedry Gorzowskiej, do grobu Sługi Bożego biskupa Wilhelma Pluty - wielkiego Pasterza terenu całej naszej Metropolii, wówczas funkcjonującej kanonicznie jako administratura. Podczas tej pielgrzymki rozpoczęte też zostanie Wydarzenie bez precedensu na naszych Ziemiach, którym stanie się Pierwszy Synod Metropolitalny.

2. Synod Metropolitalny drogą ludzi wiary
Dar wiary, który otrzymaliśmy, wymaga nieustannego rozwoju i pogłębiania. Wszyscy jesteśmy więc zaproszeni przez Chrystusa do wędrowania drogami, po których chce nas dzisiaj prowadzić Duch Święty. Mimo iż dróg tych jest tyle, ilu jest uczniów Chrystusa, to wszystkie one w Kościele ukierunkowane są na osiągnięcie zasadniczego celu, jakim jest wprowadzanie Bożego ładu w sprawy tej ziemi oraz zbawienie wieczne każdego człowieka.
Istotną pomocą w odczytywaniu tych dróg i natchnień są w Kościele od wieków synody. Synody są zwoływane i odprawiane we wspólnocie diecezjalnej, gdy tego wymagają potrzeby duszpasterskie, mogą być zwoływane przez kilka sąsiednich diecezji, tworzących jedną metropolię, dla podjęcia wspólnych dla tych diecezji tematów, mogą też być zwoływane synody plenarne dla terytorium Konferencji Episkopatu. Nieco odrębnym wydarzeniem są też zwoływane przez Ojca Świętego specjalne Synody Biskupów, dla przemodlenia i rozważenia określonego tematu, ważnego dla całego Kościoła. Dzieło Synodalne w Kościele wyrasta zawsze z naszego zawierzenia Duchowi Świętemu i z naszej woli poddania się Jego natchnieniom. Na to Dzieło składa się zawsze wspólnotowa modlitwa oraz wspólnotowa praca intelektualna duchownych i świeckich, zorganizowanych w odpowiednie Komisje. Owocem takiego Dzieła staje się większa świadomość wszystkich wiernych w odniesieniu do naszych duchowych potrzeb oraz duszpasterskich możliwości współdziałania z Bożą łaską. Istotne tezy teologiczne oraz założenia organizacyjne dotyczące dalszego życia całej Wspólnoty są zbierane w odpowiednim końcowym dokumencie.
W ostatnich dziewięciu miesiącach kilkanaście już razy podejmowaliśmy, zarówno w gronie Biskupów naszej Metropolii jak też w gronie ekspertów, kwestię przeprowadzenia Synodu dla całej naszej Metropolii. Decyzję formalną o zwołaniu Synodu podjęliśmy na Spotkaniu w Zielonej Górze, w dniu 19 listopada. Tę decyzję niniejszym zgodnie dzisiaj ogłaszamy w naszych trzech Diecezjach, prosząc wszystkich Was zarówno o modlitwę w intencji Synodu, jak też o aktywny udział w pracach Komisji i Zespołów synodalnych. Zamierzeniem naszym jest, aby Synod Metropolitalny podjął, wobec Boga rozważył i na przyszłość rozstrzygnął tylko najważniejsze sprawy, wspólne dla wszystkich trzech diecezji. Przede wszystkim chodzi nam o wspólne duchowe dziedzictwo naszego Regionu, sięgające przecież ustanowionej w roku tysięcznym Diecezji w Kołobrzegu oraz ponad tysiąc lat temu zasianego w naszą ziemię świadectwa wiary pierwszych polskich męczenników z Międzyrzecza, a także utrwalającej wiarę chrześcijańską na Pomorzu misji św. Ottona. Ważne też jest zebranie świadectwa o posłudze Kościoła katolickiego na naszych ziemiach poprzez całe dzieje tej ziemi, a szczególnie w minionych sześćdziesięciu pięciu latach, poczynając od przywrócenia polskich struktur duszpasterskich Kościoła katolickiego w roku 1945. Cała nasza Metropolia praktycznie była bowiem ujęta w jedną, niezwykle rozległą strukturę duszpasterską administratury gorzowskiej aż do roku 1972, gdy kanonicznie powstały nasze diecezje, zaś od roku 1992 współtworzymy już jedną Prowincję kościelną, czyli Metropolię. Również profil socjologiczny i gospodarczy naszych diecezji ma wiele cech wspólnych. Ta wspólnota dziejów to ważny dla nas aspekt historyczny i religijno-społeczny. W ramach synodu metropolitalnego chcemy także rozpoznać i uzgodnić istotne obszary duszpasterskie, które na przyszłość będą przez nas wspólnie podejmowane i przeprowadzane. Taką potrzebę dostrzegamy m.in. w trosce o sanktuaria na naszej ziemi, o programy formacji teologicznej duchowieństwa oraz osób świeckich, w sprawach pomocy rodzinie, a także w innych obszarach. Sprawy bardziej szczegółowe będą następnie rozważane samodzielnie przez każdą z diecezji w ramach synodów diecezjalnych. W tym celu wznowiony będzie synod Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej oraz zwołane zostaną, decyzją Księży Biskupów, synody w diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej oraz Koszalińsko-Kołobrzeskiej.
Niezwykłą i istotną dla duchowości całej naszej Metropolii postacią minionego pokolenia jest mądry, świątobliwy i niezwykle gorliwy Pasterz tej ziemi, dzisiaj już Sługa Boży Biskup Wilhelm Pluta. Bieżący rok jest setnym od jego urodzin. Dnia 22 stycznia przypada natomiast dokładna rocznica odejścia do Pana tego wielkiego Pasterza. Z tych racji, podczas wspomnianej pielgrzymki kapłańskiej, właśnie w Gorzowie Wielkopolskim, u grobu Sługi Bożego, wraz z modlitwą o łaskę jego beatyfikacji, zostanie uroczyście otwarty Pierwszy Synod Metropolii Szczecińsko-Kamieńskiej. Na to Wydarzenie bardzo serdecznie zapraszamy kapłanów, członków instytutów życia konsekrowanego i wszystkich Was – Drodzy Siostry i Bracia - wierni świeccy. Synod ten jest tym większym wydarzeniem, że po zakończeniu drugiego Soboru Watykańskiego jest to dopiero drugi w Polsce synod metropolitalny. Pierwszym i dotychczas jedynym był bowiem Synod metropolii krakowskiej, odbyty na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.

3. Przewidywane prace synodu
Synod to nie tylko spotkania modlitewne oraz dyskusje wąskiego grona ekspertów, pracujących w Komisjach nad problemami i nadziejami naszego Kościoła. Będą to także odrębne Sesje otwarte, z udziałem wszystkich, pragnących się włączyć w dzieło tego Synodu. Przez chrzest wszyscy zostaliśmy bowiem włączeni do wspólnoty Kościoła. Dzięki bierzmowaniu staliśmy się w mocy Ducha św. odpowiedzialni za cały Kościół, a bardziej konkretnie za wspólnotę diecezjalną, parafialną, także za małe wspólnoty i grupy duszpasterskie, a przede wszystkim za własną rodzinę i za samych siebie. Dlatego prosimy wszystkich Was Siostry i Bracia o zaangażowanie się w dzieło Synodu. Może to polegać na wyrażaniu swoich propozycji, na bezpośrednim zaangażowaniu się w prace Komisji i Zespołów synodalnych, a także na wyrażaniu opinii co do projektów regulacji synodalnych. Przewidujemy także w odpowiednim czasie tzw. niedziele synodalne, w które zechcemy dotrzeć z tematyką synodalną do wszystkich uczestniczących w niedzielnej Eucharystii. Chcielibyśmy, by kolejne Sesje Plenarne mogły się odbywać w najważniejszych ośrodkach życia religijnego naszej Metropolii, w tym w Koszalinie, Kołobrzegu, Zielonej Górze, Kamieniu Pomorskim i w Szczecinie. Zamknięcie Synodu przewidujemy nie później niż za trzy lata, chociaż mamy świadomość, że będzie to zależało od wielu czynników.

4. Poddajmy się tchnieniu Ducha Świętego
Biorąc pod uwagę złożoność rozpoczynanego przez nas Dzieła, podkreślamy wartość najbardziej cennego udziału w Synodzie, jakim obok wielorakich prac będzie modlitwa w intencji Synodu. Bardzo prosimy o ten dar nie tylko od osób chorych i cierpiących, ale dosłownie od wszystkich, którym sprawy Kościoła na naszych ziemiach nie są obojętne. Wszyscy poddajmy się więc tchnieniu Ducha Świętego.
Umiłowani.
Czując naszą duchową odpowiedzialność przed Bogiem za każdą i za każdego z Was, na ten szczególny czas Synodu Metropolitalnego, który może stać się czasem duchowej i duszpasterskiej szansy całego naszego Regionu, wszystkich trzech diecezji, jako Wasi Biskupi, zapraszając do udziału we wszystkich synodalnych pracach i modlitwach, z serca udzielamy Wam pasterskiego błogosławieństwa w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

Arcybiskup Andrzej Dzięga – Metropolita Szczecińsko-Kamieński

Biskup Stefan Regmunt – Biskup Zielonogórsko-Gorzowski

Biskup Edward Dajczak – Biskup Koszalińsko-Kołobrzeski


Szczecin – Gorzów – Koszalin.
Dnia 05 stycznia 2010 roku, w Wigilię Uroczystości Objawienia Pańskiego.

Ten, który ocaleje będzie nazwany świętym...

Iz 4, 2-3

W owym dniu Odrośl Pana stanie się ozdobą i chwałą, a owoc ziemi przepychem i pięknem dla ocalałych z Izraela. I będzie tak: Ten, kto pozostał żywy na Syjonie i który się ostał w Jeruzalem, każdy będzie nazwany świętym i wpisany do księgi życia w Jeruzalem.

Dlaczego wielu z nas nie chce by mówiono o nas święty? Taka moda? Taka skromność? Tylko święci mogą stanąć przed Najświętszym...

czwartek, 7 stycznia 2010

Jeśli będziesz przyjacielem Pana Jezusa - staniesz się prorokiem dla innych

Mdr 7, 26-27

Mądrość jest odblaskiem wieczystej światłości, zwierciadłem bez skazy działania Boga, obrazem Jego dobroci. Jedna jest, a wszystko może, pozostając sobą, wszystko odnawia, a przez pokolenia zstępując w dusze święte, wzbudza przyjaciół Bożych i proroków.

Pan Jezus mówi: bądź moim przyjacielem, a Ja cię poślę do ludzi jako proroka.

środa, 6 stycznia 2010

Św. Jan Vianney o Komunii świętej

O Komunii świętej

Pan Jezus powiedział: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię Moje (J I6,23b). Czy kiedykolwiek przyszłoby nam do głowy prosić Boga, aby dał nam swojego własnego Syna? Bóg uczynił jednak to, co człowiekowi nawet się nie śniło. To, czego człowiek nie byłby w stanie sam wymyślić ani nie ośmieliłby się wypowiedzieć, Bóg w swojej miłości wymyślił, wypowiedział i zrealizował. Czy odważylibyśmy się prosić Boga, aby wydał za nas na śmierć swojego Syna i aby dał nam Jego Ciało do spożywania i Krew do picia? Gdyby to wszystko nie było prawdą, czy człowiek mógłby wymyślić coś, czego Bóg nie byłby w stanie uczynić? Czyż potrafiłby posunąć się w miłości dalej niż sam Bóg? To wykluczone.
Bez Eucharystii nie istniałoby szczęście na ziemi, życie nasze byłoby czymś nieznośnym. Kiedy przyjmujemy Komunię, otrzymujemy radość i szczęście.
Dobry Bóg, pragnąc oddać się nam w sakramencie miłości, obdarzył nas tak wielkimi pragnieniami, które tylko ON SAM potrafi zaspokoić. Wobec tak wspaniałego sakramentu jesteśmy jak człowiek umierający z pragnienia na brzegu strumienia (a wystarczyłoby tylko nachylić głowę), jak żebrak siedzący u wrót otwartego skarbca (a wystarczyłoby tylko sięgnąć ręką).
Człowiek przyjmujący Komunię świętą zanurza się w Bogu jak kropla wody wpadająca do oceanu. Nie sposób ich już potem rozdzielić. Gdybyśmy się nad tym zaczęli zastanawiać, całą wieczność moglibyśmy rozważać przepaść tej miłości.
W dniu Sądu ujrzymy blask uwielbionego Ciała Pana Jezusa w uwielbionych ciałach tych, którzy za życia na ziemi godnie przyjmowali je w Komunii, podobnie jak widać bryłki złota w grudce miedzi albo srebro w bryle ołowiu.
Gdyby po Komunii ktoś zapytał cię: „Co zabierasz ze sobą do domu?" możesz [bez wahania] odpowiedzieć: „Zabieram niebo". Pewien święty powiedział kiedyś, że jesteśmy żywym tabernakulum. To prawda, lecz brakuje nam wiary. Nie pojmujemy własnej godności. Odchodząc nakarmieni od Stołu Pańskiego, moglibyśmy czuć się tak szczęśliwi jak trzej królowie, gdyby dane im było zabrać ze sobą Dzieciątko Jezus, któremu [oni] przyszli oddać pokłon.
Weźcie butelkę szlachetnego trunku i dobrze ją zakorkujcie, a uda się wam zachować trunek na długo. Podobnie, jeśli po Komunii będziecie umieli trwać w skupieniu, jeszcze długo potem będzie¬cie czuć w sercu ów trawiący ogień, który będzie skłaniał was ku czynieniu dobra i budził wstręt do złego.
Kiedy przyjmujemy Boga do serca, po¬winno ono zapłonąć [miłością]. Czyż ser¬ca uczniów w drodze do Emaus nie pałały na sam głos Jego nauk?
Nie podoba mi się, gdy ktoś zaraz po Komunii zabiera się do czytania swoje¬go modlitewnika. Na co zdadzą się słowa ludzkie, kiedy w tej chwili przemawia do nas sam Pan Bóg? Trzeba w tej chwili uważnie się w Niego wsłuchiwać, gdyż Bóg stoi na progu naszego serca i chce do nas mówić.
Po Komunii świętej czujecie, że wasze dusze są oczyszczone, że zanurzają się w miłości Bożej. Czujecie coś niezwykłego, spokój rozchodzi się po całym ciele i dociera do samych jego krańców. Skąd jest ten pokój? Pan udziela się wszystkim członkom naszego ciała i sprawia, że czujecie wewnętrzne poruszenie. Nic innego nie wypada w takiej chwili powiedzieć, jak tylko to, co rzekł Jan: To jest Pan! (J 21,7). Żal mi tych, którzy po Komunii nie czują absolutnie niczego.

Zdjęcia z naszego Spotkania Opłatkowego

 

 

 

 
Posted by Picasa